tablica ogłoszeń


tablica ogłoszeń:

Z powodu braku oznak chęci do współpracy poprzedniego serwisu, opowiadanie wylądowało tutaj w trakcie publikowania.
Odcinki 1-68 można przeczytać tutaj.

Oficjalny Twitter

Powiadomienia o odcinkach pod numerem gg: 13947783

sobota, 5 maja 2012

70. I'm always in the blue without you

Witam w nowym domku!

Jeśli trafiłeś/łaś tutaj z poprzedniego bloga, to wiesz co robić. Jeszcze raz przepraszam za niedogodności i zapraszam do (mam nadzieje) bezproblemowego komentowania. (Ach, wreszcie widzialne komentarze ;))

Jeśli jednak jesteś tutaj z innego powodu i nie bardzo masz pojęcie dlaczego zaczynam od odcinka numer 70, zapraszam do przeczytania poprzednich 69:
I oczywiście mam nadzieję, że opowiadanie się spodoba i że zagościsz tu na dłużej :)

I jeszcze przepraszam, za ten roboczy szablon, ale miałam nadzieję, że tę część już będę miała z głowy. Może kiedyś zmienię, a może nie (lazy Angs is lazy).

To by było na tyle. Myślę, że mi się tu podoba, a Onet może sobie wsadzić te zjedzone komentarze, o.
A, zostawiam kompa, wracam w środę i chcę tu widzieć 638754763 komentarzy ;)

Miłego czytania!


 
Gdy się obudził, ledwie pamiętał poprzedni wieczór. Wiedział tylko, że wypił zdecydowanie za dużo, o czym przypominał mu tępy ból głowy, suchość w ustach i pieczenie przy każdym ruchu gałek ocznych. Leżał w swoim łóżku, jednak wszystkie wydarzenia pomiędzy barem a mieszkaniem kryła gęsta mgła. Otwieranie drzwi, czekająca na niego Lena, jej zmartwiony wzrok i czuły dotyk, gdy kładła go do łóżka – to wszystko wydawało się być tylko snem. A może i nim było? Dlaczego miałaby na niego spokojnie czekać po tym co jej zrobił?
- A jednak dwa łóżka się przydały – usłyszał głos Leny, przekraczając próg kuchni.
Butelka zimnej wody już na niego czekała w rękach dziewczyny siedzącej na kuchennym parapecie. Ona z troską w oczach obserwowała każdy jego ruch. Drugi raz w życiu widziała go skacowanego. Po raz drugi była to jej wina.
- Przepraszam – wymruczała niepewnie.
Matt spojrzał na nią zaskoczony. W końcu to on powinien przepraszać ją, nie na odwrót.
- Za co?
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Za tę całą histerię? Powinnam była cię pierwsze wysłuchać. No i za to, że znów przeze mnie masz kaca – dodała z wyblakłym uśmiechem. – Mam nadzieję, że tym razem nie skończy się to tak jak ostatnio.
- Wiesz, że tamto wydarzyło się w poprzednim życiu, prawda? – Jego głos był poważny. Nie ośmielił się spojrzeć na dziewczynę. – To ja ciebie przepraszam.
- Przepraszanie też zdaje się niczym z innego wcielenia. – Delikatny uśmiech szybko został zastąpiony przez współczujące spojrzenie. – Chcę tylko, byś opowiedział mi swoją historię. Kiedy kac minie.
- Musiałabyś czekać z tydzień – jęknął Matt.
Wyglądał tak żałośnie z półprzymkniętymi powiekami, kosmykami włosów odstającymi na wszystkie strony i wyschniętymi na wiór ustami. Dziewczyna pragnęła móc sprawić, by poczuł się lepiej.
- Ok – odparła i podkurczyła nogi w oczekiwaniu.
- Kiedy opuściłem Mitchellsville nie miałem pojęcia dokąd się udać – zaczął chłopak. – Nie miałem żadnego planu. Na początku miałem nadzieję, że od razu odnajdziesz list i złapiesz mnie zanim wyjadę, jednak przed świtem byłem już daleko. Nie opuściłem kraju nim nie pozałatwiałem kilku spraw. Każda noc w innym hotelu. W końcu sprzedałem motor i wybrałem nowe miejsce, które mógłbym nazwać domem. Chciałem wyjechać jak najdalej, by nigdy nie kusiło mnie, by spróbować cię znaleźć, czy przypadkiem nie wpaść gdzieś na ciebie. Słyszałem, że w RPA jest ładnie. Nie miałem nic do stracenia. Trochę pozwiedzałem… Po jakimś czasie tamten kraj nie różnił się tak bardzo od Stanów, a ja musiałem się zastanowić co ze sobą zrobić. – Chłopak zrobił przerwę i uniósł wzrok, by obserwować reakcję Leny na jego kolejne słowa. – Wtedy ją spotkałem.
Lena starała zachować spokój, jednak jej serce na moment zgubiło rytm. Zalała ją nieprzyjemna fala gorąca. Mimo to kiwnęła głową, nakazując mu, by kontynuował.
- Była twoim przeciwieństwem, choć fizycznie znalazłoby się kilka podobnych cech: jasna cera, ciemne włosy. Jednak jej oczom brakowało tego błękitu i tego błysku… I jeszcze ten zabawny akcent. Po tej całej samotności dobrze było mieć z kim pogadać, a Mikaela świetnie się do tego nadawała. Potrafiła wysłuchać i rozbawić. Ciekawska, potrafiła wyciągnąć ode mnie wszystko, co właściwie mi pomogło. Przy tym była tajemnicza. Do końca nie udało mi się jej rozgryźć. – Nim zdążył się zmitygować, jego twarz pod wpływem wspomnień przybrała błogi wyraz. Lena nie mogła tego przeoczyć. – Zgodziła się na - cokolwiek to było – bez zobowiązań. Myślę, że miała nadzieję na coś więcej w przyszłości. Ja nie liczyłem na nic. Jednak wyjechałem po to, by ruszyć dalej, więc to starałem się robić. Nieźle mi szło, dopóki nie dowiedziałem się o tobie… Musiałem cię zobaczyć. Bałem się, że mógł to być ostatni raz. – Głos ugrzązł mu w gardle, jednak szybko się otrząsnął i wrócił do opowiadania. – Spakowałem co mi wpadło w ręce i roztrzęsiony pognałem na lotnisko. Gdy się obudziłaś i spojrzałaś na mnie… Uśmiechnęłaś się i nazwałaś mnie Aniołem Stróżem… Wiedziałem, że to tutaj jest moje miejsce, przy tobie. Nie powinienem był cię okłamywać odnośnie celu tego wyjazdu, jednak stwierdziłem, że nie musisz o niej wiedzieć. Miałem nadzieję, że mogę o tym po prostu zapomnieć. Ale chyba jednak nie da się kogoś od tak wymazać ze swojego życia, nawet jeśli był w nim tylko epizodem.
Po tych słowach zapadła cisza. Mathew nie czuł się dobrze, nazwawszy Mikaelę epizodem. Mimo wszystko była ona kimś ważnym. Bez niej pewnie nie zdołałby wrócić choć w najmniejszym stopniu do stanu przydatności. Tylko przy Mikaeli był w stanie zapomnieć o Lenie choć na chwilę. Miał świadomość, że nigdy jej już nie zobaczy, oraz że na swój sposób zawsze będzie za nią tęsknił.
Lena próbowała ułożyć sobie to wszystko w głowie. Nie miała prawa winić go za to, że próbował zacząć od nowa. Mimo to czuła się źle próbując sobie wyobrazić tę całą Mikaelę. Zazdrość? Zapewne. Matt już nigdy nie będzie tylko jej. Choć zapewniał, że teraz Afrykanerka nic już dla niego nie znaczy, wiedziała, że na zawsze zostawiła ślad w jego sercu, jak ten na kołnierzu jego koszuli. Z drugiej strony była wdzięczna, że dziewczyna zaopiekowała się Mattem, gdy on tego potrzebował. Doceniła, gdy ona sama zachowała się jak skończona idiotka.
- Jak bardzo wy… - nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, lecz choć bała się odpowiedzi, ciekawość wzięła górę. – To znaczy… Tak łatwo pozwoliła ci odejść…
Mathew prychnął i przeczesał włosy palcami.
- Chyba nie tak łatwo, prawda? – stwierdził i Lena nie mogła się z nim nie zgodzić, zważywszy na to, że świeżo wyprana błękitna koszula wciąż wisiała na grzejniku. – Dużo jej o tobie mówiłem. Myślę, że miała świadomość, że gdybym miał szanse, zawsze wybrałbym ciebie. Chociaż wątpię, żeby była na to gotowa, gdy ten moment nadszedł. No i zostawiłem ją z czynszem. – Ostatnie zdanie miało za zadanie rozładować atmosferę, zamiast tego wywołało zaskoczenie na twarzy Leny. – Ona potrzebowała współlokatora, ja mieszkania – wyjaśnił Matt, wzruszając ramionami. Pominął kwestię jednego łóżka.
Lena czuła, że już wie o wiele więcej niżby sobie życzyła. Nie chciała usłyszeć już ani słowa o tamtych trzech miesiącach. Jednak wciąż pozostawała jeszcze jedna sprawa. Obawiała się, że odpowiedź nie będzie taka jaką potrafiłaby znieść. Mimo to musiała zadać pytanie.
- Dlaczego tam wróciłeś?
Chłopak westchnął. Miał nadzieję, że Lena go zrozumie i nie weźmie wydarzeń tamtego tygodnia za nic więcej niż to czym w rzeczywistości było.
- Musiałem zamknąć tamten etap mojego życia – zaczął. – Nie mogłem przecież tak po prostu zerwać z nią przez telefon. Nie zasłużyła na to, choć jestem pewien, że wiedziała, że to koniec już wtedy, gdy żegnała mnie w drodze na lotnisko. Miałem też kilka innych spraw do załatwienia, rzeczy do zabrania – z tym cię nie okłamałem. Ale pojechałem, bo chciałem ją zobaczyć po raz ostatni. Pożegnać się i… - Zrobił przerwę, jak gdyby poszukiwał odpowiednich słów. – Ciężko było wyjechać, wiedząc, że już więcej tam nie wrócę. Pewnie, że chodziło także o kraj, o miejsca, za którymi będę tęsknił… Ale skłamałbym, gdybym powiedział, że Mikaela nie miała w tym swojego udziału. Ze świadomością, że to ostatni raz, ostatni uśmiech, ostatnie łzy, ostatnie spojrzenie jej oczu… I choć nie mogłem się doczekać, by to ciebie znów trzymać w ramionach, nie chciałem, by ten koniec nadszedł.
- To znaczy, że wy… - Na myśl o tym dziewczynie zrobiło się słabo, mimo to niecierpliwie czekała na odpowiedź.
Czekała aż Matt odwróci wzrok, spuści głowę i zniszczy wszystko, jednak zamiast tego jego oczy rozszerzyły się w zaskoczeniu, nim zdał sobie wprawę z tego, że to jego niezdarny dobór słów mógł doprowadzić ją do tej konkluzji.
- Nie! – odparł szybko, może nieco zbyt agresywnie, jednak nie mógł znieść myśli, że Lena mogła się choć przez moment czuć zraniona w ten sposób.
Przez jego reakcję dziewczyna niemal podskoczyła na swoim parapecie, jednocześnie doznając ulgi. Nie próbowała nawet kwestionować szczerości jego odpowiedzi.
- Naprawdę myślisz, że mógłbym ci to zrobić? Zdradzić cię? – W jego głosie ponownie panował spokój.
Nawet jeśli odpowiedź była twierdząca, nie miałby do niej pretensji o tego typu oskarżenia. Przez tę cała pokręconą sytuację i tak czuł się jak skończony dupek, prawdopodobnie nie mógł już myśleć o sobie gorzej, więc nie miał prawa winić jej o to samo.
Lena nie wiedziała jak zareagować. Pewnie wyrzekłaby się tego, jednak fakt, że taka myśl choć przez moment przemknęła jej przez głowę, mówił sam za siebie.
- Jedną dziewczynę zdradziłeś…
Mathew poczuł się nieswojo. Nie dało się zaprzeczyć, że gdy spędził noc z Leną, teoretycznie wciąż był z Mikaelą.
- Mikaela to nie ty – odparł.
- Kochałeś ją? – Wraz z tym pytaniem dziewczyna na moment wyzbyła się jakichkolwiek odczuć. Przestała się kulić w obawie przed odpowiedzią. Zdawało się, jakby ta rozmowa dotyczyła kogo innego – trojga obcych ludzi uwikłanych w jakiś pokręcony uczuciowy trójkąt.
- Nie – wyszeptał Matt po chwili wahania. – Z pewnością nie tak jak ciebie – dodał, czując, że popełnia błąd.
- Czyli jednak?
- Nie wiem… - przyznał szczerze. – Wiem tylko, że nigdy nie byłaby dla mnie tym, kim ty jesteś. Gdy całowałem ją, myślałem o tobie, gdy się kochaliśmy… pragnąłem, byś to była ty… - Zawiesił głos. Miał nadzieję, że jego wpatrzone w nią oczy będą w stanie przekazać jej wszystko, czego nie potrafiły wyrazić ostrożnie dobierane słowa. – Lenka, nie ważne ile znaczyła dla mnie Mikaela, ty znaczysz o wiele więcej. Bez ciebie byłem martwy. I jeśli kiedykolwiek… - Ciężar w klatce piersiowej na myśl o tym, że mógłby znów ją stracić, nie pozwolił mu dokończyć zdania. – Nie pozbierałbym się ponownie.
Łzy, które zaczęły się gromadzić w jej oczach gdzieś w trakcie jego wyznania, teraz już otwarcie spływały po jej bladych policzkach. Znów miała przed sobą chłopaka, którego poznała ponad dwa lata wcześniej, z tym że poważniejszego, mniej mrocznego i nieodwołalnie jej. A ona była już na zawsze jego, niezależnie od wszystkiego co miała przynieść przyszłość. Niezależnie od maleństwa rosnącego w jej brzuchu…
- Kocham cię. – Jej głos drżał z emocji.
Niezdarnie zsunęła się z parapetu, by w następnej sekundzie siedzieć na jego kolanach, obejmować jego nagie ramiona, ustami pieścić jego wyschnięte wargi... Chciała być blisko, bliżej… Nie liczyło się nic oprócz ciepła jego ciała, przyspieszonego oddechu. Wciąż jednak pozostawała jeszcze jedna rzecz do wyznania i po wszystkim co usłyszała, Lena wreszcie zebrała w sobie wystarczająco dużo odwagi, by wydusić z siebie tę informację.
- Matt, jest coś, o czym musisz wiedzieć. – Zaczęła powoli, odrywając się od jego ust.
Ich twarze dzieliły zaledwie centymetry. Jej poważny ton zaalarmował Matta, który spojrzał na nią podejrzliwie. Powstałe napięcie było niemal namacalne, utrudniało jej oddychanie. Teraz albo nigdy – nie było już odwrotu. Dziewczyna wzięła głęboki wdech, by wyrzucić z siebie cały ciężar na jednym oddechu.
- Mathew, ja… - W najgorszym z możliwych momentów, w kieszeni jej spodni odezwała się irytująca melodyjka.
Oboje zamarli. On wpatrywał się w nią z wyczekiwaniem, jednak wraz z rozbrzmieniem dzwonka telefonu, cała odwaga Leny uleciała. Brunetka zeskoczyła z kolan chłopaka, jednocześnie zirytowana i uspokojona.
- Słucham? – mruknęła, wcisnąwszy zieloną słuchawkę, odwracając się plecami do Matta.
Na jej twarzy malowało się zbyt wiele emocji, które usilnie próbowała zdusić. Uważnie wsłuchała się w słowa menadżera Broken Downpour płynące z głośnika, kilka razy przytaknęła i jej usta rozciągnęły się w uśmiechu.
- Tak. Oh Matt… Tak… Jestem pewna, że chce… Świetnie, dzięki.
Lena odłożyła słuchawkę i spojrzała na zaciekawionego chłopaka z błyskiem w oku. W jednym momencie całkowicie zapomniała o tym, co wydarzyło się chwilę wcześniej. Wyszczerzyła zęby, co jeszcze bardziej skonfundowało bruneta.
- Zaczynaj się pakować panie „nowy slash stary basisto Broken Downpour” – zawołała melodyjnie. – Za tydzień ruszamy w trasę!

7 komentarzy:

  1. Cześć! Udało mi się trafić na nową stronę, i bardzo się cieszę. Szkoda tylko że takie krótkie te odcinki! Pozdrawiam=) An.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po 1 przepraszam że mi tak długo zajęło napisanie komentarza, ale wiesz jak jest ;)
    Po 2 odcinek świetny! :) te nieprzespane noce ci służą ;P oczywiście za krótki i nie moge się już doczekać co będzie dalej :D
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zawsze komentuję ale czytam, wiesz? xD super!
    A tak przy okazji... Reanimowałam moje "zdolności" pisarskie, nowe opowiadanie... http://damnpanicgirl.blogspot.com/
    na starym blogu:) zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  4. No i pięknie! Wszystko (no, prawie) się wyjaśniło i zaczyna się robić sielanka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiadomo już kiedy będzie następna część...Tak bardzo jestem ciekawa jak przyjmie wiadomość o ciąży...;D
    Chciałam jeszcze tylko powiedzieć, że to jedno z najlepszych opowiadań jakie czytałam..;D
    Czytałam je całe dwa dni nie robiąc sobie ani chwili przerwy, ponieważ tak mnie wciągnęła. Mam nadzieję, że dalsza część pojawi się niebawem ... Pozdrawiam ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Broken Downpour30 maja 2012 21:16

      Dziękuję :)
      Odcinek powinien się pojawić w przyszłym tygodniu, jeśli na studiach dadzą mi moment oddechu przed sesją. A może i w weekend, bo wiadomo, że tworzy się najlepiej, gdy trzeba się uczyć ;)

      Usuń
  6. Trochę szkoda mi tej Mikaeli. Tak ładnie o niej napisałaś, jakby to nie był pusty związek, tylko coś takiego z nutą magii.. wyobraziłam to sobie i ją samą teraz. Dość smutno się to dla niej skończyło :D Mam nadzieję, że twarda z niej laska i sobie poradzi :) Wczułam się i o to chodzi, bo piszesz tak jakby to naprawdę się zdarzyło, gratuluję takiego talentu pisarskiego ;D Lily

    OdpowiedzUsuń