tablica ogłoszeń


tablica ogłoszeń:

Z powodu braku oznak chęci do współpracy poprzedniego serwisu, opowiadanie wylądowało tutaj w trakcie publikowania.
Odcinki 1-68 można przeczytać tutaj.

Oficjalny Twitter

Powiadomienia o odcinkach pod numerem gg: 13947783

sobota, 5 maja 2012

69. Case Open. Case Shut

Poprzednie 68 odcinków TUTAJ.


Szła powoli wzdłuż drogi nie wiedząc co ze sobą począć. Nie chciała jak zwykle niepokoić Joss, choć wiedziała, że zapewne tak właśnie się to skończy, szczególnie, że dreszcze coraz mocniej wstrząsały jej zmarzniętym ciałem.
- Lena? – usłyszała nagle znajomy głos.
Gdy uniosła głowę, lista niespodzianek, które spotkały ją w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin wydłużyła się, a to jeszcze nie był koniec. Twarz chłopaka wyrażała troskę, lecz jego ruchy były niezdecydowane, jak gdyby nie był pewien czy powinien do niej podejść, czy lepiej zostać tam, gdzie stał. Jego reakcja nie zdziwiła jej w najmniejszym stopniu. W końcu Wentz nie był jedyną osobą, do której powinna mieć pretensje. Wzruszyła ramionami i zdobyła się na posłanie mu cienia uśmiechu.
- Hej Patrick – mruknęła, próbując opanować drżenie w głosie. – Co ty tu robisz?
- Mieszkam – Patrick odparł spokojnie, z uniesionymi brwiami zerkając na jej stopy i wzburzoną fryzurę.
- Zapewne masz dejavu – dziewczyna zachichotała ponuro i natychmiast tego pożałowała, widząc, że chłopak, który do tej pory nie wyglądał najweselej, zmarkotniał jeszcze bardziej i znów zawahał się, nie wiedząc jak się zachować.
- Wiem, że mnie nienawidzisz – zaczął. – W ogóle nie powinienem ci się pokazywać na oczy, po prostu nie wyglądasz…
- Patrick – Lena przerwała mu – Spokojnie, jest porządku. Nie jestem na ciebie zła. – stwierdziła zrezygnowana. – Wentz to twój przyjaciel. Miałeś prawo trzymać jego stronę.
- Co nie zmienia faktu, że jestem dupkiem.
Zapadła cisza, przerywana jedynie szumem przejeżdżających samochodów. Lena spojrzała w oczy chłopaka, oczekującego na jej reakcję. Nie mogła zaprzeczyć jego stwierdzeniu – pomoc w realizacji planu Wentza nie była fair wobec niej, a jednak po przelaniu gniewu na basistę, nie zostało jej go już wiele dla Patricka. Właściwie nigdy nie żywiła do niego urazy, była raczej rozczarowana, że zniżył się do takiego poziomu i dał się w to wplątać. On nie był takim typem.
W końcu Lena znalazła odpowiedź, której szukała:
- Nie zmienia to też faktu, że tęskniłam za tobą.
Jej zmarznięte stopy chwaliły ten dobór słów, gdy chwilę później grzały się w mieszkaniu Stumpa.
- Więc o co chodzi z tymi papciami – spytał chłopak, podając jej kubek gorącej czekolady.
Parujący napój przyjemnie ogrzał jej dłonie i ukoił nerwy – dokładnie to, czego potrzebowała tego paskudnego poranka.
- Kłopoty w raju – westchnęła, nie mogąc powstrzymać przelotnego uśmiechu, który pojawił się na jej ustach na dźwięk tego stwierdzenia.
Reszta jej życia mogła być niczym siódme niebo. Dlaczego więc to ona zawsze dążyła do tego, by wszystko zepsuć, jak gdyby tylko wyprzedzała nadejście nieuniknionego? Czy rzeczywiście dawała im tak małe szanse na przetrwanie, czy po prostu nie wierzyła, że jej życie może być idealne. Czy cokolwiek mogło trwać wiecznie? A nawet jeśli nie – nie znaczyło to przecież, że trzeba to zabić w zarodku, zamiast pozwolić trwać jak najdłużej.
- Jestem pewien, że szybko to sobie poukładacie. W końcu nawet Pete nie był w stanie stanąć na drodze przeznaczeniu.
- Mam taką nadzieję – odparła Lena, rozpromieniając się na wzmiankę o przeznaczeniu.
Jej życie już nieraz pokazało, że sytuacje, które z początku wydawały się tragicznymi, potrafiły pozytywnie zaskoczyć, nadać nowego sensu, a ten dzień był tylko potwierdzeniem tezy. W końcu odzyskała przyjaciela, a resztę na pewno dało się jakoś naprawić.
- A co do Petera, to możesz mi wierzyć, że też żałuje tego co ci zrobił – oświadczył Patrick, z nieodgadnionym wyrazem twarzy. – Z resztą myślę, że wczoraj świetnie to okazał.
Zdziwiona Lena spojrzała na niego podejrzliwie.
- Masz na myśli to, że był u mnie?
- Był u ciebie? – Tym razem to chłopak wyglądał na zaskoczonego. – O tym nie wiedziałem. Co ty mu zrobiłaś? – Jego głos przybrał oskarżycielski ton, sprawiając, że brunetka omal nie podskoczyła.
- Właściwie to… - Zaczęła się jąkać, pod świdrującym spojrzeniem wbitych w nią oczu. Nie chciała wymyślać kolejnych wymówek, nie chciała kłamać, szczególnie, że wyczuła iż sytuacja jest poważna. – Powiedziałam mu, że jestem w ciąży – wyszeptała, nim zdążyła się zastanowić.
O ile łatwiej było to oznajmić osobom trzecim, niż samemu zainteresowanemu – przyszłemu tatusiowi… Zaczął ją martwić fakt, że w tym tempie Matt będzie ostatnią osobą, która dowie się o własnym dziecku.
Oczy Patricka rozszerzyły się z wrażenia.
- A jesteś?
- A po co miałabym to wymyślać? – Jej głos był rozdrażniony.
- To wiele wyjaśnia – westchnął. – Gratuluję.
- Powiesz mi wreszcie o co chodzi? – spytała Lena, ignorując ostatnie słowo. Nie była pewna, czy jest czego gratulować – może poza bezmyślnością.
- Więc nie wiesz, że Pete jest w szpitalu?
Po jej plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
- Co się stało?
- Chyba zaczęłaś nową modę w mieście – wymruczał chłopak, zrezygnowanym głosem.
Teraz gdy już wiedział, że wszystko jest w porządku, czuł się dużo lepiej, jednak poprzedni dzień był jednym z najgorszych w jego życiu.
- Masz na myśli, że próbował… - Nie potrafiła dokończyć. Poczuła ciężar jego życia na swoich ramionach. Wiedziała, że to ona jest temu winna. Automatycznie zaczęła poszukiwać usprawiedliwienia dla swojego wczorajszego zachowania.
- Jak on się czuje? – Nie potrafiła wydusić z siebie nic innego.
- O wiele lepiej niż ty miesiąc temu. Jest przytomny. Zapewne będzie miał teraz o czym pisać. – Pomimo spokoju w jego głosie, nie dało się zignorować troski w jego oczach.
Dziewczyna poczuła, że musi go odwiedzić. Jeśli nie teraz to kiedy? Poza tym nie mogła go tak po prosu zostawić w tym momencie. Miała świadomość, że jest za niego odpowiedzialna. No i kto mógł go teraz zrozumieć lepiej niż ona?
- Jesteś pewien, że nie będzie miał nic przeciwko – Lena zawahała się na szpitalnym korytarzu.
Wiedziała, że podobna sytuacja wydarzyła się miesiąc wcześniej w tym samym szpitalu, na tym samym piętrze – z tym, że role się odwróciły. Gdy to ona leżała w szpitalnym łóżku, Pete był ostatnią osobą, którą życzyłaby sobie zobaczyć. Dlaczego on miałby chcieć zobaczyć ją?
- Jestem pewien – odparł Patrick, popychając ją lekko w stronę drzwi. – Idź. Ja poczekam tutaj.
Gdy Lena zobaczyła chłopaka, cała nienawiść, którą do niego czuła, wyparowała. Twarz Wentza była blada, bez najmniejszego śladu uśmiechu, który zawsze na niej gościł. Odgłos jej kroków wyrwał go z płytkiej drzemki. Nie potrafił ukryć zaskoczenia na jej widok.
- Cześć – wymruczała brunetka, zbliżając się do jego łóżka.
Wyglądał jak mały chłopiec – olśniony i onieśmielony w pobliżu dziewczyny. Podciągnął kołdrę pod brodę i odsunął na bok smętnie zwisającą grzywkę, zanim wyksztusił ciche „cześć”.
Żadne z nich nie wiedziało jak zacząć, więc tylko siedzieli w ciszy, wpatrując się uparcie we własne dłonie. Wreszcie Pete chrząknął – bardziej po to, by oczyścić gardło z suchego, drapiącego uczucia, niż po to, by zwrócić na siebie uwagę.
- Chyba powinienem ci pogratulować.
Ostatnie słowa, jakie spodziewała się usłyszeć.
- Cóż… Dzięki? – O wiele łatwiej było być na wpół żywą, niedoszłą samobójczynią, niż niezręczną, ciężarną, winną wszystkiemu byłą narzeczoną. W głowie miała całkowity mętlik: z jednej strony nie mogła sobie wybaczyć do czego nieświadomie go doprowadziła, lecz z drugiej miała ochotę kopnąć go za usiłowanie popełnienia takiej głupoty. Gdyby tylko sama nie zrobiła tego wcześniej.
- Jesteś pewna, że Mathew jest ojcem? – Jego głos brzmiał niewinnie. Dlaczego tak desperacko pragnął, by to dziecko było jego?
Lena próbowała sobie przypomnieć jak chciała być traktowana w jego sytuacji. Uniosła głowę i spojrzała wprost na niego.
- Jestem pewna, Pete. Lekarz to potwierdził. Poza tym, miesiąc temu byłam praktycznie martwa. Płód by tego nie przetrwał. – Tak dobrze było wreszcie powiedzieć te słowa na głos. – I wcale nie jest mi z tego powodu przykro. – dodała łagodniej. – Gdyby ono nie było Matta… Raczej nie przyniosłoby to nic dobrego.
- Wiem – odparł chłopak po chwili milczenia. – Po prostu… To jak potoczyło się między nami. To do czego cię popchnąłem…
- Więc jesteśmy kwita. Teraz ja cię popchnęłam do tego samego… - Jej głos się załamał.
- Hej, nie obwiniaj się o to. To wszystko było ostatnio takie… mroczne. Ta presja, ta… utrata ciebie. I nagle odkryłem, że jestem sam, przerażony. A jednak ostatecznie, bardziej bałem się śmierci.
Czyż nie czujemy tego wszyscy? – zastanawiała się Lena, pośród ciszy, która zapadła po jego słowach.
- Chciałbym, by poddawanie się było łatwiejsze – dodał Pete, a dziewczyna wiedziała doskonale co miał na myśli.
Ludzie z natury usilnie trzymali się nadziei, tego, co znali. Obawiali się życia, ale wiedzieli, że tylko wtedy możesz jeszcze coś zmienić. Śmierć była nieodwracalna. Umieranie było takie trudne. Gdyby nie to, już by jej tu nie było. Żadnego z nich by nie było.
- Dobra, teraz możesz się na mnie wydrzeć, nie powstrzymuj się.
Ona tylko pokręciła głową.
- Powinnam ci raczej podziękować. Ostatecznie dla mnie wszystko ułożyło się idealnie. – Posłała zaskoczonemu Peterowi delikatny uśmiech. – Nie doceniamy ludzi i rzeczy, dopóki ich nie stracimy.
- Więc gdybym nie pozbył się Matta, wciąż bylibyśmy razem? – To podsumowanie sprawiło, że Lena roześmiała się.
- Nieee, wątpię, żeby nam się udało. – Pete zdawał się zaakceptować odpowiedź. – Założę się, że nasze dzieci będą ze sobą.
Oboje wybuchnęli śmiechem, czując ulgę.
- Mam nadzieję, że im pójdzie lepiej – skwitował Wentz.
- Masz dzisiaj dzień wybaczania, Lena. – Stwierdził Patrick, wchodząc do sali.
- Tak – mruknęła brunetka. – I jest jeszcze jedna osoba, której muszę wybaczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz