Witam w nowym domku!
Jeśli trafiłeś/łaś tutaj z poprzedniego bloga, to wiesz co robić. Jeszcze raz przepraszam za niedogodności i zapraszam do (mam nadzieje) bezproblemowego komentowania. (Ach, wreszcie widzialne komentarze ;))
Jeśli jednak jesteś tutaj z innego powodu i nie bardzo masz pojęcie dlaczego zaczynam od odcinka numer 70, zapraszam do przeczytania poprzednich 69:
I oczywiście mam nadzieję, że opowiadanie się spodoba i że zagościsz tu na dłużej :)
I jeszcze przepraszam, za ten roboczy szablon, ale miałam nadzieję, że tę część już będę miała z głowy. Może kiedyś zmienię, a może nie (lazy Angs is lazy).
To by było na tyle. Myślę, że mi się tu podoba, a Onet może sobie wsadzić te zjedzone komentarze, o.
A, zostawiam kompa, wracam w środę i chcę tu widzieć 638754763 komentarzy ;)
A, zostawiam kompa, wracam w środę i chcę tu widzieć 638754763 komentarzy ;)
Miłego czytania!
Gdy się obudził,
ledwie pamiętał poprzedni wieczór. Wiedział tylko, że wypił zdecydowanie za dużo,
o czym przypominał mu tępy ból głowy, suchość w ustach i pieczenie przy każdym
ruchu gałek ocznych. Leżał w swoim łóżku, jednak wszystkie wydarzenia pomiędzy
barem a mieszkaniem kryła gęsta mgła. Otwieranie drzwi, czekająca na niego
Lena, jej zmartwiony wzrok i czuły dotyk, gdy kładła go do łóżka – to wszystko
wydawało się być tylko snem. A może i nim było? Dlaczego miałaby na niego
spokojnie czekać po tym co jej zrobił?
- A jednak
dwa łóżka się przydały – usłyszał głos Leny, przekraczając próg kuchni.
Butelka
zimnej wody już na niego czekała w rękach dziewczyny siedzącej na kuchennym
parapecie. Ona z troską w oczach obserwowała każdy jego ruch. Drugi raz w życiu
widziała go skacowanego. Po raz drugi była to jej wina.
- Przepraszam
– wymruczała niepewnie.
Matt spojrzał
na nią zaskoczony. W końcu to on powinien przepraszać ją, nie na odwrót.
- Za co?
Dziewczyna
wzruszyła ramionami.
- Za tę całą
histerię? Powinnam była cię pierwsze wysłuchać. No i za to, że znów przeze mnie
masz kaca – dodała z wyblakłym uśmiechem. – Mam nadzieję, że tym razem nie
skończy się to tak jak ostatnio.
- Wiesz, że
tamto wydarzyło się w poprzednim życiu, prawda? – Jego głos był poważny. Nie
ośmielił się spojrzeć na dziewczynę. – To ja ciebie przepraszam.
-
Przepraszanie też zdaje się niczym z innego wcielenia. – Delikatny uśmiech
szybko został zastąpiony przez współczujące spojrzenie. – Chcę tylko, byś
opowiedział mi swoją historię. Kiedy kac minie.
- Musiałabyś
czekać z tydzień – jęknął Matt.
Wyglądał tak
żałośnie z półprzymkniętymi powiekami, kosmykami włosów odstającymi na
wszystkie strony i wyschniętymi na wiór ustami. Dziewczyna pragnęła móc
sprawić, by poczuł się lepiej.
- Ok –
odparła i podkurczyła nogi w oczekiwaniu.
- Kiedy
opuściłem Mitchellsville nie miałem pojęcia dokąd się udać – zaczął chłopak. –
Nie miałem żadnego planu. Na początku miałem nadzieję, że od razu odnajdziesz
list i złapiesz mnie zanim wyjadę, jednak przed świtem byłem już daleko. Nie
opuściłem kraju nim nie pozałatwiałem kilku spraw. Każda noc w innym hotelu. W
końcu sprzedałem motor i wybrałem nowe miejsce, które mógłbym nazwać domem.
Chciałem wyjechać jak najdalej, by nigdy nie kusiło mnie, by spróbować cię
znaleźć, czy przypadkiem nie wpaść gdzieś na ciebie. Słyszałem, że w RPA jest
ładnie. Nie miałem nic do stracenia. Trochę pozwiedzałem… Po jakimś czasie
tamten kraj nie różnił się tak bardzo od Stanów, a ja musiałem się zastanowić
co ze sobą zrobić. – Chłopak zrobił przerwę i uniósł wzrok, by obserwować
reakcję Leny na jego kolejne słowa. – Wtedy ją spotkałem.
Lena starała
zachować spokój, jednak jej serce na moment zgubiło rytm. Zalała ją
nieprzyjemna fala gorąca. Mimo to kiwnęła głową, nakazując mu, by kontynuował.
- Była twoim
przeciwieństwem, choć fizycznie znalazłoby się kilka podobnych cech: jasna cera,
ciemne włosy. Jednak jej oczom brakowało tego błękitu i tego błysku… I jeszcze
ten zabawny akcent. Po tej całej samotności dobrze było mieć z kim pogadać, a
Mikaela świetnie się do tego nadawała. Potrafiła wysłuchać i rozbawić.
Ciekawska, potrafiła wyciągnąć ode mnie wszystko, co właściwie mi pomogło. Przy
tym była tajemnicza. Do końca nie udało mi się jej rozgryźć. – Nim zdążył się
zmitygować, jego twarz pod wpływem wspomnień przybrała błogi wyraz. Lena nie
mogła tego przeoczyć. – Zgodziła się na - cokolwiek to było – bez zobowiązań.
Myślę, że miała nadzieję na coś więcej w przyszłości. Ja nie liczyłem na nic.
Jednak wyjechałem po to, by ruszyć dalej, więc to starałem się robić. Nieźle mi
szło, dopóki nie dowiedziałem się o tobie… Musiałem cię zobaczyć. Bałem się, że
mógł to być ostatni raz. – Głos ugrzązł mu w gardle, jednak szybko się
otrząsnął i wrócił do opowiadania. – Spakowałem co mi wpadło w ręce i
roztrzęsiony pognałem na lotnisko. Gdy się obudziłaś i spojrzałaś na mnie…
Uśmiechnęłaś się i nazwałaś mnie Aniołem Stróżem… Wiedziałem, że to tutaj jest
moje miejsce, przy tobie. Nie powinienem był cię okłamywać odnośnie celu tego
wyjazdu, jednak stwierdziłem, że nie musisz o niej wiedzieć. Miałem nadzieję,
że mogę o tym po prostu zapomnieć. Ale chyba jednak nie da się kogoś od tak
wymazać ze swojego życia, nawet jeśli był w nim tylko epizodem.
Po tych
słowach zapadła cisza. Mathew nie czuł się dobrze, nazwawszy Mikaelę epizodem.
Mimo wszystko była ona kimś ważnym. Bez niej pewnie nie zdołałby wrócić choć w
najmniejszym stopniu do stanu przydatności. Tylko przy Mikaeli był w stanie
zapomnieć o Lenie choć na chwilę. Miał świadomość, że nigdy jej już nie
zobaczy, oraz że na swój sposób zawsze będzie za nią tęsknił.
Lena
próbowała ułożyć sobie to wszystko w głowie. Nie miała prawa winić go za to, że
próbował zacząć od nowa. Mimo to czuła się źle próbując sobie wyobrazić tę całą
Mikaelę. Zazdrość? Zapewne. Matt już nigdy nie będzie tylko jej. Choć
zapewniał, że teraz Afrykanerka nic już dla niego nie znaczy, wiedziała, że na
zawsze zostawiła ślad w jego sercu, jak ten na kołnierzu jego koszuli. Z
drugiej strony była wdzięczna, że dziewczyna zaopiekowała się Mattem, gdy on
tego potrzebował. Doceniła, gdy ona sama zachowała się jak skończona idiotka.
- Jak bardzo
wy… - nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, lecz choć bała się odpowiedzi,
ciekawość wzięła górę. – To znaczy… Tak łatwo pozwoliła ci odejść…
Mathew
prychnął i przeczesał włosy palcami.
- Chyba nie
tak łatwo, prawda? – stwierdził i Lena nie mogła się z nim nie zgodzić,
zważywszy na to, że świeżo wyprana błękitna koszula wciąż wisiała na grzejniku.
– Dużo jej o tobie mówiłem. Myślę, że miała świadomość, że gdybym miał szanse,
zawsze wybrałbym ciebie. Chociaż wątpię, żeby była na to gotowa, gdy ten moment
nadszedł. No i zostawiłem ją z czynszem. – Ostatnie zdanie miało za zadanie
rozładować atmosferę, zamiast tego wywołało zaskoczenie na twarzy Leny. – Ona
potrzebowała współlokatora, ja mieszkania – wyjaśnił Matt, wzruszając
ramionami. Pominął kwestię jednego łóżka.
Lena czuła,
że już wie o wiele więcej niżby sobie życzyła. Nie chciała usłyszeć już ani
słowa o tamtych trzech miesiącach. Jednak wciąż pozostawała jeszcze jedna sprawa.
Obawiała się, że odpowiedź nie będzie taka jaką potrafiłaby znieść. Mimo to
musiała zadać pytanie.
- Dlaczego
tam wróciłeś?
Chłopak
westchnął. Miał nadzieję, że Lena go zrozumie i nie weźmie wydarzeń tamtego
tygodnia za nic więcej niż to czym w rzeczywistości było.
- Musiałem
zamknąć tamten etap mojego życia – zaczął. – Nie mogłem przecież tak po prostu
zerwać z nią przez telefon. Nie zasłużyła na to, choć jestem pewien, że
wiedziała, że to koniec już wtedy, gdy żegnała mnie w drodze na lotnisko.
Miałem też kilka innych spraw do załatwienia, rzeczy do zabrania – z tym cię
nie okłamałem. Ale pojechałem, bo chciałem ją zobaczyć po raz ostatni. Pożegnać
się i… - Zrobił przerwę, jak gdyby poszukiwał odpowiednich słów. – Ciężko było
wyjechać, wiedząc, że już więcej tam nie wrócę. Pewnie, że chodziło także o
kraj, o miejsca, za którymi będę tęsknił… Ale skłamałbym, gdybym powiedział, że
Mikaela nie miała w tym swojego udziału. Ze świadomością, że to ostatni raz,
ostatni uśmiech, ostatnie łzy, ostatnie spojrzenie jej oczu… I choć nie mogłem
się doczekać, by to ciebie znów trzymać w ramionach, nie chciałem, by ten
koniec nadszedł.
- To znaczy,
że wy… - Na myśl o tym dziewczynie zrobiło się słabo, mimo to niecierpliwie
czekała na odpowiedź.
Czekała aż
Matt odwróci wzrok, spuści głowę i zniszczy wszystko, jednak zamiast tego jego
oczy rozszerzyły się w zaskoczeniu, nim zdał sobie wprawę z tego, że to jego
niezdarny dobór słów mógł doprowadzić ją do tej konkluzji.
- Nie! –
odparł szybko, może nieco zbyt agresywnie, jednak nie mógł znieść myśli, że
Lena mogła się choć przez moment czuć zraniona w ten sposób.
Przez jego
reakcję dziewczyna niemal podskoczyła na swoim parapecie, jednocześnie doznając
ulgi. Nie próbowała nawet kwestionować szczerości jego odpowiedzi.
- Naprawdę
myślisz, że mógłbym ci to zrobić? Zdradzić cię? – W jego głosie ponownie
panował spokój.
Nawet jeśli
odpowiedź była twierdząca, nie miałby do niej pretensji o tego typu oskarżenia.
Przez tę cała pokręconą sytuację i tak czuł się jak skończony dupek,
prawdopodobnie nie mógł już myśleć o sobie gorzej, więc nie miał prawa winić
jej o to samo.
Lena nie
wiedziała jak zareagować. Pewnie wyrzekłaby się tego, jednak fakt, że taka myśl
choć przez moment przemknęła jej przez głowę, mówił sam za siebie.
- Jedną
dziewczynę zdradziłeś…
Mathew poczuł
się nieswojo. Nie dało się zaprzeczyć, że gdy spędził noc z Leną, teoretycznie
wciąż był z Mikaelą.
- Mikaela to
nie ty – odparł.
- Kochałeś
ją? – Wraz z tym pytaniem dziewczyna na moment wyzbyła się jakichkolwiek
odczuć. Przestała się kulić w obawie przed odpowiedzią. Zdawało się, jakby ta
rozmowa dotyczyła kogo innego – trojga obcych ludzi uwikłanych w jakiś
pokręcony uczuciowy trójkąt.
- Nie –
wyszeptał Matt po chwili wahania. – Z pewnością nie tak jak ciebie – dodał,
czując, że popełnia błąd.
- Czyli
jednak?
- Nie wiem… -
przyznał szczerze. – Wiem tylko, że nigdy nie byłaby dla mnie tym, kim ty
jesteś. Gdy całowałem ją, myślałem o tobie, gdy się kochaliśmy… pragnąłem, byś
to była ty… - Zawiesił głos. Miał nadzieję, że jego wpatrzone w nią oczy będą w
stanie przekazać jej wszystko, czego nie potrafiły wyrazić ostrożnie dobierane
słowa. – Lenka, nie ważne ile znaczyła dla mnie Mikaela, ty znaczysz o wiele
więcej. Bez ciebie byłem martwy. I jeśli kiedykolwiek… - Ciężar w klatce
piersiowej na myśl o tym, że mógłby znów ją stracić, nie pozwolił mu dokończyć
zdania. – Nie pozbierałbym się ponownie.
Łzy, które
zaczęły się gromadzić w jej oczach gdzieś w trakcie jego wyznania, teraz już
otwarcie spływały po jej bladych policzkach. Znów miała przed sobą chłopaka,
którego poznała ponad dwa lata wcześniej, z tym że poważniejszego, mniej
mrocznego i nieodwołalnie jej. A ona była już na zawsze jego, niezależnie od
wszystkiego co miała przynieść przyszłość. Niezależnie od maleństwa rosnącego w
jej brzuchu…
- Kocham cię.
– Jej głos drżał z emocji.
Niezdarnie
zsunęła się z parapetu, by w następnej sekundzie siedzieć na jego kolanach,
obejmować jego nagie ramiona, ustami pieścić jego wyschnięte wargi... Chciała
być blisko, bliżej… Nie liczyło się nic oprócz ciepła jego ciała,
przyspieszonego oddechu. Wciąż jednak pozostawała jeszcze jedna rzecz do
wyznania i po wszystkim co usłyszała, Lena wreszcie zebrała w sobie
wystarczająco dużo odwagi, by wydusić z siebie tę informację.
- Matt, jest
coś, o czym musisz wiedzieć. – Zaczęła powoli, odrywając się od jego ust.
Ich twarze
dzieliły zaledwie centymetry. Jej poważny ton zaalarmował Matta, który spojrzał
na nią podejrzliwie. Powstałe napięcie było niemal namacalne, utrudniało jej
oddychanie. Teraz albo nigdy – nie było już odwrotu. Dziewczyna wzięła głęboki
wdech, by wyrzucić z siebie cały ciężar na jednym oddechu.
- Mathew, ja…
- W najgorszym z możliwych momentów, w kieszeni jej spodni odezwała się
irytująca melodyjka.
Oboje
zamarli. On wpatrywał się w nią z wyczekiwaniem, jednak wraz z rozbrzmieniem
dzwonka telefonu, cała odwaga Leny uleciała. Brunetka zeskoczyła z kolan
chłopaka, jednocześnie zirytowana i uspokojona.
- Słucham? –
mruknęła, wcisnąwszy zieloną słuchawkę, odwracając się plecami do Matta.
Na jej twarzy
malowało się zbyt wiele emocji, które usilnie próbowała zdusić. Uważnie
wsłuchała się w słowa menadżera Broken Downpour płynące z głośnika, kilka razy
przytaknęła i jej usta rozciągnęły się w uśmiechu.
- Tak. Oh
Matt… Tak… Jestem pewna, że chce… Świetnie, dzięki.
Lena odłożyła
słuchawkę i spojrzała na zaciekawionego chłopaka z błyskiem w oku. W jednym
momencie całkowicie zapomniała o tym, co wydarzyło się chwilę wcześniej.
Wyszczerzyła zęby, co jeszcze bardziej skonfundowało bruneta.
- Zaczynaj
się pakować panie „nowy slash stary basisto Broken Downpour” – zawołała
melodyjnie. – Za tydzień ruszamy w trasę!