tablica ogłoszeń


tablica ogłoszeń:

Z powodu braku oznak chęci do współpracy poprzedniego serwisu, opowiadanie wylądowało tutaj w trakcie publikowania.
Odcinki 1-68 można przeczytać tutaj.

Oficjalny Twitter

Powiadomienia o odcinkach pod numerem gg: 13947783

sobota, 5 maja 2012

70. I'm always in the blue without you

Witam w nowym domku!

Jeśli trafiłeś/łaś tutaj z poprzedniego bloga, to wiesz co robić. Jeszcze raz przepraszam za niedogodności i zapraszam do (mam nadzieje) bezproblemowego komentowania. (Ach, wreszcie widzialne komentarze ;))

Jeśli jednak jesteś tutaj z innego powodu i nie bardzo masz pojęcie dlaczego zaczynam od odcinka numer 70, zapraszam do przeczytania poprzednich 69:
I oczywiście mam nadzieję, że opowiadanie się spodoba i że zagościsz tu na dłużej :)

I jeszcze przepraszam, za ten roboczy szablon, ale miałam nadzieję, że tę część już będę miała z głowy. Może kiedyś zmienię, a może nie (lazy Angs is lazy).

To by było na tyle. Myślę, że mi się tu podoba, a Onet może sobie wsadzić te zjedzone komentarze, o.
A, zostawiam kompa, wracam w środę i chcę tu widzieć 638754763 komentarzy ;)

Miłego czytania!


 
Gdy się obudził, ledwie pamiętał poprzedni wieczór. Wiedział tylko, że wypił zdecydowanie za dużo, o czym przypominał mu tępy ból głowy, suchość w ustach i pieczenie przy każdym ruchu gałek ocznych. Leżał w swoim łóżku, jednak wszystkie wydarzenia pomiędzy barem a mieszkaniem kryła gęsta mgła. Otwieranie drzwi, czekająca na niego Lena, jej zmartwiony wzrok i czuły dotyk, gdy kładła go do łóżka – to wszystko wydawało się być tylko snem. A może i nim było? Dlaczego miałaby na niego spokojnie czekać po tym co jej zrobił?
- A jednak dwa łóżka się przydały – usłyszał głos Leny, przekraczając próg kuchni.
Butelka zimnej wody już na niego czekała w rękach dziewczyny siedzącej na kuchennym parapecie. Ona z troską w oczach obserwowała każdy jego ruch. Drugi raz w życiu widziała go skacowanego. Po raz drugi była to jej wina.
- Przepraszam – wymruczała niepewnie.
Matt spojrzał na nią zaskoczony. W końcu to on powinien przepraszać ją, nie na odwrót.
- Za co?
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Za tę całą histerię? Powinnam była cię pierwsze wysłuchać. No i za to, że znów przeze mnie masz kaca – dodała z wyblakłym uśmiechem. – Mam nadzieję, że tym razem nie skończy się to tak jak ostatnio.
- Wiesz, że tamto wydarzyło się w poprzednim życiu, prawda? – Jego głos był poważny. Nie ośmielił się spojrzeć na dziewczynę. – To ja ciebie przepraszam.
- Przepraszanie też zdaje się niczym z innego wcielenia. – Delikatny uśmiech szybko został zastąpiony przez współczujące spojrzenie. – Chcę tylko, byś opowiedział mi swoją historię. Kiedy kac minie.
- Musiałabyś czekać z tydzień – jęknął Matt.
Wyglądał tak żałośnie z półprzymkniętymi powiekami, kosmykami włosów odstającymi na wszystkie strony i wyschniętymi na wiór ustami. Dziewczyna pragnęła móc sprawić, by poczuł się lepiej.
- Ok – odparła i podkurczyła nogi w oczekiwaniu.
- Kiedy opuściłem Mitchellsville nie miałem pojęcia dokąd się udać – zaczął chłopak. – Nie miałem żadnego planu. Na początku miałem nadzieję, że od razu odnajdziesz list i złapiesz mnie zanim wyjadę, jednak przed świtem byłem już daleko. Nie opuściłem kraju nim nie pozałatwiałem kilku spraw. Każda noc w innym hotelu. W końcu sprzedałem motor i wybrałem nowe miejsce, które mógłbym nazwać domem. Chciałem wyjechać jak najdalej, by nigdy nie kusiło mnie, by spróbować cię znaleźć, czy przypadkiem nie wpaść gdzieś na ciebie. Słyszałem, że w RPA jest ładnie. Nie miałem nic do stracenia. Trochę pozwiedzałem… Po jakimś czasie tamten kraj nie różnił się tak bardzo od Stanów, a ja musiałem się zastanowić co ze sobą zrobić. – Chłopak zrobił przerwę i uniósł wzrok, by obserwować reakcję Leny na jego kolejne słowa. – Wtedy ją spotkałem.
Lena starała zachować spokój, jednak jej serce na moment zgubiło rytm. Zalała ją nieprzyjemna fala gorąca. Mimo to kiwnęła głową, nakazując mu, by kontynuował.
- Była twoim przeciwieństwem, choć fizycznie znalazłoby się kilka podobnych cech: jasna cera, ciemne włosy. Jednak jej oczom brakowało tego błękitu i tego błysku… I jeszcze ten zabawny akcent. Po tej całej samotności dobrze było mieć z kim pogadać, a Mikaela świetnie się do tego nadawała. Potrafiła wysłuchać i rozbawić. Ciekawska, potrafiła wyciągnąć ode mnie wszystko, co właściwie mi pomogło. Przy tym była tajemnicza. Do końca nie udało mi się jej rozgryźć. – Nim zdążył się zmitygować, jego twarz pod wpływem wspomnień przybrała błogi wyraz. Lena nie mogła tego przeoczyć. – Zgodziła się na - cokolwiek to było – bez zobowiązań. Myślę, że miała nadzieję na coś więcej w przyszłości. Ja nie liczyłem na nic. Jednak wyjechałem po to, by ruszyć dalej, więc to starałem się robić. Nieźle mi szło, dopóki nie dowiedziałem się o tobie… Musiałem cię zobaczyć. Bałem się, że mógł to być ostatni raz. – Głos ugrzązł mu w gardle, jednak szybko się otrząsnął i wrócił do opowiadania. – Spakowałem co mi wpadło w ręce i roztrzęsiony pognałem na lotnisko. Gdy się obudziłaś i spojrzałaś na mnie… Uśmiechnęłaś się i nazwałaś mnie Aniołem Stróżem… Wiedziałem, że to tutaj jest moje miejsce, przy tobie. Nie powinienem był cię okłamywać odnośnie celu tego wyjazdu, jednak stwierdziłem, że nie musisz o niej wiedzieć. Miałem nadzieję, że mogę o tym po prostu zapomnieć. Ale chyba jednak nie da się kogoś od tak wymazać ze swojego życia, nawet jeśli był w nim tylko epizodem.
Po tych słowach zapadła cisza. Mathew nie czuł się dobrze, nazwawszy Mikaelę epizodem. Mimo wszystko była ona kimś ważnym. Bez niej pewnie nie zdołałby wrócić choć w najmniejszym stopniu do stanu przydatności. Tylko przy Mikaeli był w stanie zapomnieć o Lenie choć na chwilę. Miał świadomość, że nigdy jej już nie zobaczy, oraz że na swój sposób zawsze będzie za nią tęsknił.
Lena próbowała ułożyć sobie to wszystko w głowie. Nie miała prawa winić go za to, że próbował zacząć od nowa. Mimo to czuła się źle próbując sobie wyobrazić tę całą Mikaelę. Zazdrość? Zapewne. Matt już nigdy nie będzie tylko jej. Choć zapewniał, że teraz Afrykanerka nic już dla niego nie znaczy, wiedziała, że na zawsze zostawiła ślad w jego sercu, jak ten na kołnierzu jego koszuli. Z drugiej strony była wdzięczna, że dziewczyna zaopiekowała się Mattem, gdy on tego potrzebował. Doceniła, gdy ona sama zachowała się jak skończona idiotka.
- Jak bardzo wy… - nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, lecz choć bała się odpowiedzi, ciekawość wzięła górę. – To znaczy… Tak łatwo pozwoliła ci odejść…
Mathew prychnął i przeczesał włosy palcami.
- Chyba nie tak łatwo, prawda? – stwierdził i Lena nie mogła się z nim nie zgodzić, zważywszy na to, że świeżo wyprana błękitna koszula wciąż wisiała na grzejniku. – Dużo jej o tobie mówiłem. Myślę, że miała świadomość, że gdybym miał szanse, zawsze wybrałbym ciebie. Chociaż wątpię, żeby była na to gotowa, gdy ten moment nadszedł. No i zostawiłem ją z czynszem. – Ostatnie zdanie miało za zadanie rozładować atmosferę, zamiast tego wywołało zaskoczenie na twarzy Leny. – Ona potrzebowała współlokatora, ja mieszkania – wyjaśnił Matt, wzruszając ramionami. Pominął kwestię jednego łóżka.
Lena czuła, że już wie o wiele więcej niżby sobie życzyła. Nie chciała usłyszeć już ani słowa o tamtych trzech miesiącach. Jednak wciąż pozostawała jeszcze jedna sprawa. Obawiała się, że odpowiedź nie będzie taka jaką potrafiłaby znieść. Mimo to musiała zadać pytanie.
- Dlaczego tam wróciłeś?
Chłopak westchnął. Miał nadzieję, że Lena go zrozumie i nie weźmie wydarzeń tamtego tygodnia za nic więcej niż to czym w rzeczywistości było.
- Musiałem zamknąć tamten etap mojego życia – zaczął. – Nie mogłem przecież tak po prostu zerwać z nią przez telefon. Nie zasłużyła na to, choć jestem pewien, że wiedziała, że to koniec już wtedy, gdy żegnała mnie w drodze na lotnisko. Miałem też kilka innych spraw do załatwienia, rzeczy do zabrania – z tym cię nie okłamałem. Ale pojechałem, bo chciałem ją zobaczyć po raz ostatni. Pożegnać się i… - Zrobił przerwę, jak gdyby poszukiwał odpowiednich słów. – Ciężko było wyjechać, wiedząc, że już więcej tam nie wrócę. Pewnie, że chodziło także o kraj, o miejsca, za którymi będę tęsknił… Ale skłamałbym, gdybym powiedział, że Mikaela nie miała w tym swojego udziału. Ze świadomością, że to ostatni raz, ostatni uśmiech, ostatnie łzy, ostatnie spojrzenie jej oczu… I choć nie mogłem się doczekać, by to ciebie znów trzymać w ramionach, nie chciałem, by ten koniec nadszedł.
- To znaczy, że wy… - Na myśl o tym dziewczynie zrobiło się słabo, mimo to niecierpliwie czekała na odpowiedź.
Czekała aż Matt odwróci wzrok, spuści głowę i zniszczy wszystko, jednak zamiast tego jego oczy rozszerzyły się w zaskoczeniu, nim zdał sobie wprawę z tego, że to jego niezdarny dobór słów mógł doprowadzić ją do tej konkluzji.
- Nie! – odparł szybko, może nieco zbyt agresywnie, jednak nie mógł znieść myśli, że Lena mogła się choć przez moment czuć zraniona w ten sposób.
Przez jego reakcję dziewczyna niemal podskoczyła na swoim parapecie, jednocześnie doznając ulgi. Nie próbowała nawet kwestionować szczerości jego odpowiedzi.
- Naprawdę myślisz, że mógłbym ci to zrobić? Zdradzić cię? – W jego głosie ponownie panował spokój.
Nawet jeśli odpowiedź była twierdząca, nie miałby do niej pretensji o tego typu oskarżenia. Przez tę cała pokręconą sytuację i tak czuł się jak skończony dupek, prawdopodobnie nie mógł już myśleć o sobie gorzej, więc nie miał prawa winić jej o to samo.
Lena nie wiedziała jak zareagować. Pewnie wyrzekłaby się tego, jednak fakt, że taka myśl choć przez moment przemknęła jej przez głowę, mówił sam za siebie.
- Jedną dziewczynę zdradziłeś…
Mathew poczuł się nieswojo. Nie dało się zaprzeczyć, że gdy spędził noc z Leną, teoretycznie wciąż był z Mikaelą.
- Mikaela to nie ty – odparł.
- Kochałeś ją? – Wraz z tym pytaniem dziewczyna na moment wyzbyła się jakichkolwiek odczuć. Przestała się kulić w obawie przed odpowiedzią. Zdawało się, jakby ta rozmowa dotyczyła kogo innego – trojga obcych ludzi uwikłanych w jakiś pokręcony uczuciowy trójkąt.
- Nie – wyszeptał Matt po chwili wahania. – Z pewnością nie tak jak ciebie – dodał, czując, że popełnia błąd.
- Czyli jednak?
- Nie wiem… - przyznał szczerze. – Wiem tylko, że nigdy nie byłaby dla mnie tym, kim ty jesteś. Gdy całowałem ją, myślałem o tobie, gdy się kochaliśmy… pragnąłem, byś to była ty… - Zawiesił głos. Miał nadzieję, że jego wpatrzone w nią oczy będą w stanie przekazać jej wszystko, czego nie potrafiły wyrazić ostrożnie dobierane słowa. – Lenka, nie ważne ile znaczyła dla mnie Mikaela, ty znaczysz o wiele więcej. Bez ciebie byłem martwy. I jeśli kiedykolwiek… - Ciężar w klatce piersiowej na myśl o tym, że mógłby znów ją stracić, nie pozwolił mu dokończyć zdania. – Nie pozbierałbym się ponownie.
Łzy, które zaczęły się gromadzić w jej oczach gdzieś w trakcie jego wyznania, teraz już otwarcie spływały po jej bladych policzkach. Znów miała przed sobą chłopaka, którego poznała ponad dwa lata wcześniej, z tym że poważniejszego, mniej mrocznego i nieodwołalnie jej. A ona była już na zawsze jego, niezależnie od wszystkiego co miała przynieść przyszłość. Niezależnie od maleństwa rosnącego w jej brzuchu…
- Kocham cię. – Jej głos drżał z emocji.
Niezdarnie zsunęła się z parapetu, by w następnej sekundzie siedzieć na jego kolanach, obejmować jego nagie ramiona, ustami pieścić jego wyschnięte wargi... Chciała być blisko, bliżej… Nie liczyło się nic oprócz ciepła jego ciała, przyspieszonego oddechu. Wciąż jednak pozostawała jeszcze jedna rzecz do wyznania i po wszystkim co usłyszała, Lena wreszcie zebrała w sobie wystarczająco dużo odwagi, by wydusić z siebie tę informację.
- Matt, jest coś, o czym musisz wiedzieć. – Zaczęła powoli, odrywając się od jego ust.
Ich twarze dzieliły zaledwie centymetry. Jej poważny ton zaalarmował Matta, który spojrzał na nią podejrzliwie. Powstałe napięcie było niemal namacalne, utrudniało jej oddychanie. Teraz albo nigdy – nie było już odwrotu. Dziewczyna wzięła głęboki wdech, by wyrzucić z siebie cały ciężar na jednym oddechu.
- Mathew, ja… - W najgorszym z możliwych momentów, w kieszeni jej spodni odezwała się irytująca melodyjka.
Oboje zamarli. On wpatrywał się w nią z wyczekiwaniem, jednak wraz z rozbrzmieniem dzwonka telefonu, cała odwaga Leny uleciała. Brunetka zeskoczyła z kolan chłopaka, jednocześnie zirytowana i uspokojona.
- Słucham? – mruknęła, wcisnąwszy zieloną słuchawkę, odwracając się plecami do Matta.
Na jej twarzy malowało się zbyt wiele emocji, które usilnie próbowała zdusić. Uważnie wsłuchała się w słowa menadżera Broken Downpour płynące z głośnika, kilka razy przytaknęła i jej usta rozciągnęły się w uśmiechu.
- Tak. Oh Matt… Tak… Jestem pewna, że chce… Świetnie, dzięki.
Lena odłożyła słuchawkę i spojrzała na zaciekawionego chłopaka z błyskiem w oku. W jednym momencie całkowicie zapomniała o tym, co wydarzyło się chwilę wcześniej. Wyszczerzyła zęby, co jeszcze bardziej skonfundowało bruneta.
- Zaczynaj się pakować panie „nowy slash stary basisto Broken Downpour” – zawołała melodyjnie. – Za tydzień ruszamy w trasę!

69. Case Open. Case Shut

Poprzednie 68 odcinków TUTAJ.


Szła powoli wzdłuż drogi nie wiedząc co ze sobą począć. Nie chciała jak zwykle niepokoić Joss, choć wiedziała, że zapewne tak właśnie się to skończy, szczególnie, że dreszcze coraz mocniej wstrząsały jej zmarzniętym ciałem.
- Lena? – usłyszała nagle znajomy głos.
Gdy uniosła głowę, lista niespodzianek, które spotkały ją w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin wydłużyła się, a to jeszcze nie był koniec. Twarz chłopaka wyrażała troskę, lecz jego ruchy były niezdecydowane, jak gdyby nie był pewien czy powinien do niej podejść, czy lepiej zostać tam, gdzie stał. Jego reakcja nie zdziwiła jej w najmniejszym stopniu. W końcu Wentz nie był jedyną osobą, do której powinna mieć pretensje. Wzruszyła ramionami i zdobyła się na posłanie mu cienia uśmiechu.
- Hej Patrick – mruknęła, próbując opanować drżenie w głosie. – Co ty tu robisz?
- Mieszkam – Patrick odparł spokojnie, z uniesionymi brwiami zerkając na jej stopy i wzburzoną fryzurę.
- Zapewne masz dejavu – dziewczyna zachichotała ponuro i natychmiast tego pożałowała, widząc, że chłopak, który do tej pory nie wyglądał najweselej, zmarkotniał jeszcze bardziej i znów zawahał się, nie wiedząc jak się zachować.
- Wiem, że mnie nienawidzisz – zaczął. – W ogóle nie powinienem ci się pokazywać na oczy, po prostu nie wyglądasz…
- Patrick – Lena przerwała mu – Spokojnie, jest porządku. Nie jestem na ciebie zła. – stwierdziła zrezygnowana. – Wentz to twój przyjaciel. Miałeś prawo trzymać jego stronę.
- Co nie zmienia faktu, że jestem dupkiem.
Zapadła cisza, przerywana jedynie szumem przejeżdżających samochodów. Lena spojrzała w oczy chłopaka, oczekującego na jej reakcję. Nie mogła zaprzeczyć jego stwierdzeniu – pomoc w realizacji planu Wentza nie była fair wobec niej, a jednak po przelaniu gniewu na basistę, nie zostało jej go już wiele dla Patricka. Właściwie nigdy nie żywiła do niego urazy, była raczej rozczarowana, że zniżył się do takiego poziomu i dał się w to wplątać. On nie był takim typem.
W końcu Lena znalazła odpowiedź, której szukała:
- Nie zmienia to też faktu, że tęskniłam za tobą.
Jej zmarznięte stopy chwaliły ten dobór słów, gdy chwilę później grzały się w mieszkaniu Stumpa.
- Więc o co chodzi z tymi papciami – spytał chłopak, podając jej kubek gorącej czekolady.
Parujący napój przyjemnie ogrzał jej dłonie i ukoił nerwy – dokładnie to, czego potrzebowała tego paskudnego poranka.
- Kłopoty w raju – westchnęła, nie mogąc powstrzymać przelotnego uśmiechu, który pojawił się na jej ustach na dźwięk tego stwierdzenia.
Reszta jej życia mogła być niczym siódme niebo. Dlaczego więc to ona zawsze dążyła do tego, by wszystko zepsuć, jak gdyby tylko wyprzedzała nadejście nieuniknionego? Czy rzeczywiście dawała im tak małe szanse na przetrwanie, czy po prostu nie wierzyła, że jej życie może być idealne. Czy cokolwiek mogło trwać wiecznie? A nawet jeśli nie – nie znaczyło to przecież, że trzeba to zabić w zarodku, zamiast pozwolić trwać jak najdłużej.
- Jestem pewien, że szybko to sobie poukładacie. W końcu nawet Pete nie był w stanie stanąć na drodze przeznaczeniu.
- Mam taką nadzieję – odparła Lena, rozpromieniając się na wzmiankę o przeznaczeniu.
Jej życie już nieraz pokazało, że sytuacje, które z początku wydawały się tragicznymi, potrafiły pozytywnie zaskoczyć, nadać nowego sensu, a ten dzień był tylko potwierdzeniem tezy. W końcu odzyskała przyjaciela, a resztę na pewno dało się jakoś naprawić.
- A co do Petera, to możesz mi wierzyć, że też żałuje tego co ci zrobił – oświadczył Patrick, z nieodgadnionym wyrazem twarzy. – Z resztą myślę, że wczoraj świetnie to okazał.
Zdziwiona Lena spojrzała na niego podejrzliwie.
- Masz na myśli to, że był u mnie?
- Był u ciebie? – Tym razem to chłopak wyglądał na zaskoczonego. – O tym nie wiedziałem. Co ty mu zrobiłaś? – Jego głos przybrał oskarżycielski ton, sprawiając, że brunetka omal nie podskoczyła.
- Właściwie to… - Zaczęła się jąkać, pod świdrującym spojrzeniem wbitych w nią oczu. Nie chciała wymyślać kolejnych wymówek, nie chciała kłamać, szczególnie, że wyczuła iż sytuacja jest poważna. – Powiedziałam mu, że jestem w ciąży – wyszeptała, nim zdążyła się zastanowić.
O ile łatwiej było to oznajmić osobom trzecim, niż samemu zainteresowanemu – przyszłemu tatusiowi… Zaczął ją martwić fakt, że w tym tempie Matt będzie ostatnią osobą, która dowie się o własnym dziecku.
Oczy Patricka rozszerzyły się z wrażenia.
- A jesteś?
- A po co miałabym to wymyślać? – Jej głos był rozdrażniony.
- To wiele wyjaśnia – westchnął. – Gratuluję.
- Powiesz mi wreszcie o co chodzi? – spytała Lena, ignorując ostatnie słowo. Nie była pewna, czy jest czego gratulować – może poza bezmyślnością.
- Więc nie wiesz, że Pete jest w szpitalu?
Po jej plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
- Co się stało?
- Chyba zaczęłaś nową modę w mieście – wymruczał chłopak, zrezygnowanym głosem.
Teraz gdy już wiedział, że wszystko jest w porządku, czuł się dużo lepiej, jednak poprzedni dzień był jednym z najgorszych w jego życiu.
- Masz na myśli, że próbował… - Nie potrafiła dokończyć. Poczuła ciężar jego życia na swoich ramionach. Wiedziała, że to ona jest temu winna. Automatycznie zaczęła poszukiwać usprawiedliwienia dla swojego wczorajszego zachowania.
- Jak on się czuje? – Nie potrafiła wydusić z siebie nic innego.
- O wiele lepiej niż ty miesiąc temu. Jest przytomny. Zapewne będzie miał teraz o czym pisać. – Pomimo spokoju w jego głosie, nie dało się zignorować troski w jego oczach.
Dziewczyna poczuła, że musi go odwiedzić. Jeśli nie teraz to kiedy? Poza tym nie mogła go tak po prosu zostawić w tym momencie. Miała świadomość, że jest za niego odpowiedzialna. No i kto mógł go teraz zrozumieć lepiej niż ona?
- Jesteś pewien, że nie będzie miał nic przeciwko – Lena zawahała się na szpitalnym korytarzu.
Wiedziała, że podobna sytuacja wydarzyła się miesiąc wcześniej w tym samym szpitalu, na tym samym piętrze – z tym, że role się odwróciły. Gdy to ona leżała w szpitalnym łóżku, Pete był ostatnią osobą, którą życzyłaby sobie zobaczyć. Dlaczego on miałby chcieć zobaczyć ją?
- Jestem pewien – odparł Patrick, popychając ją lekko w stronę drzwi. – Idź. Ja poczekam tutaj.
Gdy Lena zobaczyła chłopaka, cała nienawiść, którą do niego czuła, wyparowała. Twarz Wentza była blada, bez najmniejszego śladu uśmiechu, który zawsze na niej gościł. Odgłos jej kroków wyrwał go z płytkiej drzemki. Nie potrafił ukryć zaskoczenia na jej widok.
- Cześć – wymruczała brunetka, zbliżając się do jego łóżka.
Wyglądał jak mały chłopiec – olśniony i onieśmielony w pobliżu dziewczyny. Podciągnął kołdrę pod brodę i odsunął na bok smętnie zwisającą grzywkę, zanim wyksztusił ciche „cześć”.
Żadne z nich nie wiedziało jak zacząć, więc tylko siedzieli w ciszy, wpatrując się uparcie we własne dłonie. Wreszcie Pete chrząknął – bardziej po to, by oczyścić gardło z suchego, drapiącego uczucia, niż po to, by zwrócić na siebie uwagę.
- Chyba powinienem ci pogratulować.
Ostatnie słowa, jakie spodziewała się usłyszeć.
- Cóż… Dzięki? – O wiele łatwiej było być na wpół żywą, niedoszłą samobójczynią, niż niezręczną, ciężarną, winną wszystkiemu byłą narzeczoną. W głowie miała całkowity mętlik: z jednej strony nie mogła sobie wybaczyć do czego nieświadomie go doprowadziła, lecz z drugiej miała ochotę kopnąć go za usiłowanie popełnienia takiej głupoty. Gdyby tylko sama nie zrobiła tego wcześniej.
- Jesteś pewna, że Mathew jest ojcem? – Jego głos brzmiał niewinnie. Dlaczego tak desperacko pragnął, by to dziecko było jego?
Lena próbowała sobie przypomnieć jak chciała być traktowana w jego sytuacji. Uniosła głowę i spojrzała wprost na niego.
- Jestem pewna, Pete. Lekarz to potwierdził. Poza tym, miesiąc temu byłam praktycznie martwa. Płód by tego nie przetrwał. – Tak dobrze było wreszcie powiedzieć te słowa na głos. – I wcale nie jest mi z tego powodu przykro. – dodała łagodniej. – Gdyby ono nie było Matta… Raczej nie przyniosłoby to nic dobrego.
- Wiem – odparł chłopak po chwili milczenia. – Po prostu… To jak potoczyło się między nami. To do czego cię popchnąłem…
- Więc jesteśmy kwita. Teraz ja cię popchnęłam do tego samego… - Jej głos się załamał.
- Hej, nie obwiniaj się o to. To wszystko było ostatnio takie… mroczne. Ta presja, ta… utrata ciebie. I nagle odkryłem, że jestem sam, przerażony. A jednak ostatecznie, bardziej bałem się śmierci.
Czyż nie czujemy tego wszyscy? – zastanawiała się Lena, pośród ciszy, która zapadła po jego słowach.
- Chciałbym, by poddawanie się było łatwiejsze – dodał Pete, a dziewczyna wiedziała doskonale co miał na myśli.
Ludzie z natury usilnie trzymali się nadziei, tego, co znali. Obawiali się życia, ale wiedzieli, że tylko wtedy możesz jeszcze coś zmienić. Śmierć była nieodwracalna. Umieranie było takie trudne. Gdyby nie to, już by jej tu nie było. Żadnego z nich by nie było.
- Dobra, teraz możesz się na mnie wydrzeć, nie powstrzymuj się.
Ona tylko pokręciła głową.
- Powinnam ci raczej podziękować. Ostatecznie dla mnie wszystko ułożyło się idealnie. – Posłała zaskoczonemu Peterowi delikatny uśmiech. – Nie doceniamy ludzi i rzeczy, dopóki ich nie stracimy.
- Więc gdybym nie pozbył się Matta, wciąż bylibyśmy razem? – To podsumowanie sprawiło, że Lena roześmiała się.
- Nieee, wątpię, żeby nam się udało. – Pete zdawał się zaakceptować odpowiedź. – Założę się, że nasze dzieci będą ze sobą.
Oboje wybuchnęli śmiechem, czując ulgę.
- Mam nadzieję, że im pójdzie lepiej – skwitował Wentz.
- Masz dzisiaj dzień wybaczania, Lena. – Stwierdził Patrick, wchodząc do sali.
- Tak – mruknęła brunetka. – I jest jeszcze jedna osoba, której muszę wybaczyć.